Gabinet psychologa w Zielonej Górze
Jestem jeszcze studentką psychologii ale jeśli szukasz psychologa w Zielonej Górze to napisz do mnie a napewno podpowiem Ci, do kogo warto się udać.

Rozdrażnienie, depresja, złe samopoczucie mogą wynikać między innymi z tego, co jemy. Otóż jedzenie wpływa na nasze zachowanie i emocje. Dowiedz się, co jeść, aby czuć sie lepiej i czego unikać, aby nie mieć gorszych dni.

Osłódź sobie życie
Czy słodycze pomagają w lepszym samopoczuciu Powszechnie uważa sie, że po zjedzeniu czegoś słodkiego czujemy sie szczęśliwi. Tak jest ale tylko przez chwile. Po niej następuje drastyczny spadek nastroju ponieważ w procesie metabolizmu cukru tracimy chrom i utrudniamy wchłanianie magnezu, a to przyczynia sie do pogorszenia naszego nastroju. Przesył tak zwanych nero przekaźników do mózgu- takich jak serotonina, odpowiedzialnych za uczucie szczęścia, zostaje utrudniony. Zatem jedząc słodycze, umilamy sobie życie jedynie na chwile a w konsekwencji niszczymy je, doprowadzając do złego samopoczucia. Czujemy wtedy rozdrażnienie, pustkę, brak sił i szukamy okazji by znów zjeść cos słodkiego popadając w ten sposób w błędne koło. Wiele osób zaczyna przez to tyć, co wprawia każdego w jeszcze bardziej przygnębiający nastrój i odczucie braku wartości siebie.

Czy tylko słodycze szkodzą?
Nie - nie tylko słodycze szkodzą. Na liście produktów pogarszających nasze samopoczucie znalazły się mocna kawa, herbata oraz alkohol. Niszczą one witaminy z grupy B, które wpływają pozytywnie na układ nerwowy. Warto spożywać także mniej żółtych serów, ponieważ zawierają dużo fosforu, który utrudnia przyswajanie magnezu!! A jak wiadomo magnez jest koniecznym pierwiastkiem dla naszych nerwów. Swoją drogą to warto suplementować magnez w postaci dobrze przyswajalnych cytrynianów lub jabłczanów. Inne formy są bardzo słabo wchłaniane i zjedzenie nawet 6 tabletek niewiele nam da! Także wybierajmy suplementy z głową i wiedzą. Co nam pomaga Bardzo korzystnymi produktami dla naszych emocji są: węglowodany złożonych takie jak warzywa pełnoziarniste pieczywo nieoczyszczony ryż kasze i makarony durum orzechy i nasiona (o ile nie ma na nie uczulenia!)
Orzechy i warzywa dostarczają bardzo duża ilość witamin z grupy B, która wspomaga układ nerwowy. Podobnie działają różnego rodzaju algi i wodorosty typu chlorella i spirulina. Nimi tez warto wzbogacić naszą dietę dodają je na przykład do koktajli. Bedą dodatkowo niezłym zastrzykiem energii!!!

Jedz z głową i myśl o samopoczuciu
Pamiętaj, że to co zjadasz ma bardzo duże znaczenie dla Twojego samopoczucia. Może pogłębiać smutek i rozdrażnienie ale może także wprawić Cie w dobry nastrój i poprawić Twoje samopoczucie. Jedzenie to bardzo ważny aspekt naszego życia i musimy podchodzić do tego z głową. Wybierajmy wiec to, co nam pomoże przetrwać problemy dnia codziennego i pokonać je z uśmiecham na twarzy. Jeśli jednak potrzebujesz pomocy to zgłoś sie do nas.

Czy jesteś studentem/studentką, która narzeka teraz na to, że musi uczyć sie bzdur? A może masz juz ukończone studia i zastanawiasz sie, czy był jakiś sens w tym, aby zakuwać tyle niepotrzebnej i niewykorzystanej teraz przez Ciebie wiedzy. Jeśli tak to zobacz, co mam Ci ciekawego do przekazania

Faktem jest, że duża część wiedzy, jaką jesteśmy zmuszeni do przyswojenia na studiach, jest całkowicie bezużyteczna w dalszym życiu. Potwierdza to wiele osób i to nawet takich, którzy pracują w swoim zawodzie. Choć wiadomo, że najczęściej ludzie znajdują sobie inną pracę i tam praktycznie całkowicie nie wykorzystują tego, co sie nauczyli na studiach. Studenci mogą teraz sie zastanawiać "to po co ja sie tego uczę?" a absolwenci "jaki to miało sens?". I czy w ogóle miało i ma to sens. Okazuje sie, że... tak! I to znacznie większy niż mogłoby nam sie wydawać.


Po co uczymy sie rzeczy, których nie wykorzystamy w przyszłości
Pewien student medycyny miał zajęcia z anatomii. Do egzaminu wymagane było nauczenie się nazw łacińskich wszystkich części układu ruchu, czyli wszystkich kości, mięśni, więzadło, chrząstek itd. Jest tego tysiące!. Żaden praktykujący lekarz nie używa nawet tego w swojej pracy. Ale to było podstawą zaliczenia przedmiotu. Prowadzącym zajęcia był starszy, spokojny i bardzo sympatyczny profesor. Mało mówił, ale jego słowa zawsze zawierały głęboki przekaz. Można powiedzieć, że przypominał raczej filozofa niż lekarza. Był zafascynowany swoją pracą i lubił ją tak bardzo, że mimo iż zbliżał sie do emerytury to nigdy nie opuścił żadnych zajęć, nigdy nie brał wolnego i nigdy nie był na chorobowym. Kochał to robił a jego misją było wykształcenie młodych mądrych lekarzy. Wróćmy jednak do tego studenta - miał na imię Piotr i bardzo sie starał, aby mieć jak najlepsze oceny i bardzo przykładał sie do nauki. Jednak wkuwanie na pamięć tysiąca brzmiących podobnie łacińskich nazw było dla niego tragedią i nie mógł tego pokonać. Złościł sie, załamywał, ciskał książką z nerwów, nie mógł sie tego nauczyć. Poszedł więc do profesora i odważył sie go zapytać, dlaczego muszą sie tego uczyć? Dlaczego uczą sie rzeczy, które nigdy nie będą im potrzebne a są tak trudne do nauczenia, że nie można sie ich nauczyć? Jaki jest w tym sens? Oczywiście powiedział to profesorowi nie na zasadzie pretensji tylko pełnego szacunku i prośby o wytłumaczenie, bo wiedział, że profesor jest niezwykle dobrym i mądrym człowiekiem i nie ma w zwyczaju wyżywać sie na swoich studentach. To, co odpowiedział profesor, było niesamowite. Odpowiedział tak: "Drogi Piotrze, nie uczysz sie tego by to zapamiętać. To są bzdury! Uczysz sie tego po to, aby.. t r e n o w a ć m ó z g".


Mózg jest jak miesień
Tak, nauka bzdurnych rzeczy na studiach, trudnych, męczących, jest jak ćwiczenia na siłowni przed wielkim maratonem, jakim jest życie. Każdy sportowiec wie, ile przelał potu i ile bólu i samozaparcia włożył w zbudowanie swojej kondycji. Tylko, że sportowcom określa sie ten cel z góry! Mówi im sie, po co sie tak bardzo męczą. Myślę, że studentów tez powinno sie motywować i tłumaczyć im, że nauka nazw anatomicznych po łacinie czy innych bzdur nie jest sensem samym w sobie - to trening mózgu. Mózg trzeba bowiem rozwijać, budować, trenować - a nie ma innego sposobu jak ciężka, monotonna żmudna nauka wkuwania czegoś na pamięć. To największa męczarnia, ale jak sie okazuje, wychodzimy po niej znacznie sprawniejsi umysłowo. Może przez chwile jesteśmy padnięci, bo wiadomo, że zabiera to masę energii, ale nasz mózg podczas takiej pracy uruchomia nowe obszary, rozwija sie i staje sie przygotowany do sprawniejszego myślenia. To nic, że te rzeczy sie zapomni (to normalne), ale sprawność umysłu pozostanie! I to jest największy sens uczenia sie bzdur.
W dalszym życiu, po studiach, wiele osób przestaje trenować swój mozg, skupiając sie na pracy bardziej odtwórczej niż wymagającej nauki - stąd wiele osób w wieku 50-60 lat zapada na tak zwaną demencje starcza, zapomina wiele rzeczy, ma trudności z myśleniem. Spotykamy również wiele osób w młodszym wieku, które maja trudności koncentracji. To jest tak samo jak z mięśniami nóg - jak ich nie ćwiczymy ponad codzienność (czyli wyjście z domu do auta i z powrotem) to po pewnym czasie zauważamy brak kondycji, zesztywnienie kości, bóle po nieco większym wysiłku. Zrzucamy to na starość a to jest nic innego jak brak treningu!! Człowiek jest bowiem przystosowany do pracy po dłuuugie lata - tylko musi ćwiczyć! Musi ćwiczyć zarówno swoje ciało jak i mozg. Skupiając sie jednak na mózgu, spójrzmy na aktorów! To jest grupa ludzi, którzy całe życie uczą sie na pamięć tekstów. I zobaczcie, jak aktorzy w późnym wieku są sprawni umysłowo! Mają po 80 lat a ich bystrość umysłu jest lepsza niż u niejednego 30-sto latka! Dlaczego? Bo cały czas trenują swój mózg. Czy pamiętają po jakimś czasie wszystko z tekstów, jakie sie nauczyli ? Oczywiście, że nie - uczą sie tego w danym momencie a potem większość zapominają, bo nie jest im to potrzebne. Ale wprawili tym swój umysł do pracy. To tak samo jak z nauką nazw anatomii po łacinie! Nie będą one w większości nigdy potrzebne ale nie chodzi o to, by je pamiętać, tylko chodzi o trening mózgu!

Motywacja dla studenta
Celem nauki na studiach nie jest oczywiście nauka sama w sobie - uczymy sie tego, aby po studiach mieć lepsze życie. To jest celem studenta. I zasiadając do sesji miejcie to na uwadze - że uczycie sie po to, aby móc w życiu lepiej myśleć, lepiej zarabiać, mieć lepszy dom, móc zabrać rodzinę, na lepsze wakacje - to jest Waszym celem. Jeśli nauka, którą sie uczycie, przyda Wam sie życiu, będziecie ją wykorzystywać w pracy, to bardzo dobrze (choć wtedy na pewno jeszcze raz będziecie musieli ją sobie przypomnieć, bo i tak po sesji większość zapomnicie:). Jeśli jednak to, czego sie uczyliście, nie będzie Wam potrzebne to uwierzcie mi, że i tak ma to dla Was wielka wartość - bo rozwija to Wasz umysł, trenuje mózg. Staniecie sie przez to bardziej kreatywni, lepiej myślący i lepiej postrzegający rzeczywistość. A nie ma nic bardziej wartościowego niż umieć sprawnie myśleć. I mam nadzieje, że wiele osób, które ukończyły studia, przyznają, że faktycznie po tych pięciu latach nauki, inaczej podchodzą do życia, mają inne wartości, inne przemyślenia. I jest to wynikiem nie tylko upływu czasu i tego, że niby doroślejemy, tylko zawdzięczamy to właśnie temu, że zakuwaliśmy na studiach bzdury i wypruwaliśmy sobie żyły podczas sesji.

Często nie mamy sił, aby coś robić, nie chce nam się lub odpuszczamy coś, bo wydaje nam sie to zbyt trudne. Potem żałujemy, że nic nie zrobiliśmy. I jesteśmy źli na siebie, że nie idziemy do przodu.

Znałam kiedyś człowieka, który był miłośnikiem wypraw górskich. Chodził na bardzo trudne dalekie wyprawy, często samotnie, gdyż nikt inny nie odważał sie zapuszczać w takie rejony. Opowiedział mi swoją historię, jak poszedł w pewien zimowy, śnieżny weekend na trudną wyprawę na odległe szczyty, samemu, i dopadło go silne przeziębienie! Mimo iż zawsze był zdrowy, tak nagle na samotnej wyprawie dostał silnej gorączki, sięgającej niebezpiecznej granicy 40 stopni C, opadł całkowicie z sił, nie miał przy sobie żadnych leków (bo nigdy nie potrzebował), dookoła nie było ludzkiej duszy a pomocy przez telefon nie dało sie wezwać, gdyż nie było tam nawet zasięgu. Leżał w namiocie w śpiworze trzęsąc się z zimna, bólu i wyczerpania. Przez chwile pomyślał, że czeka go najgorsze - ale jak tylko przeszło mu to przez głowę od razu zaczął intensywnie myśleć, że pokona to i że wróci do domu! Nic innego nie dopuszczał do swoich myśli! Mimo okoliczności, ledwo żyjąc, powtarzał sobie "i tam dam rade". I dał rade! Nikt nie wie jakim cudem, ale facet o silną gorączką, wyczerpany z sił i obolały, pokonał dziką trasą górską o długości kilkudziesięciu kilometrów samemu w siarczystym mrozie! Zrobił to, bo sie zawziął! Bo zmusił swoimi myślami organizm do ponadludzkiej pracy. Można to zrobić! I każdy może. On nie jest wyjątkowy. Taka siła drzemie w każdym z nas. A co jeden człowiek zrobił to drugi tez może.

Oczywiście nie namawiam nikogo na taką wyprawę w góry ale możemy to odnieść do wszystkich przedsięwzięć w naszym życiu, z którymi sobie nie radzimy. Weźmy np. studentów, którzy podchodzą do sesji. Wielu z nich bije sie w myślach z samym sobą, aby zmusić sie do nauki. Ale i tak wciąż im sie nie chce.. Co może pomóc? Trzeba uświadomić sobie cel "po sie uczę tych bzdur" (faktycznie wiele rzeczy, jakie każą nam sie uczyć na studiach to są "bzdury" - bardzo przepraszam, ale niestety tak jest; o tym mamy osobny artykuł - zachęcam do przeczytania: http://psycholog-zgora.pl/studia/po-co-uczymy-sie-bzdur-na-studiach). Trzeba określić sobie cel, dla którego sie uczymy! Bo to nie nauka sama w sobie jest ważna, ale to, po sie tego uczymy. I to nie chodzi o to, że uczymy sie by zdobyć wiedzę. Uczymy sie, by zarobić na rodzinę, by kupić sobie auto, by mieć lepsze życie i móc pozwolić sobie w tym życiu na trochę radości. TO jest naszym celem. A uzyskamy to, jeśli nauczymy sie do egzaminu. A wiedza, jaką zdobędziemy, posłuży nam jako narządzie do osiągnięcia celu. Więc nauka, do jakiej zasiada student, jest drogą przez zimowe pustkowia w bólu i cierpieniu, jest męczarnią - ale jest jedyną drogą do celu. Trzeba ukierunkować swoje myśli, że da sie rade, że największe trudności można pokonać, bo co jeden człowiek może to drugi tez potrafi! I że robi sie to po to, aby mieć lepsze życie! Po to sie teraz męczymy - by było nam potem lepiej. Powiedzmy, że jest to taka "opłata" za szczęście :)

Wykorzystaj to!
Takie podejście warto stosować także wtedy, kiedy na przykład zmagamy sie z chorobą. Wiele osób załamuje sie na wieść o raku, pogłębiając bardziej swój problem. Udowodniono bowiem, że nastawienie psychiczne ma bardzo duży wpływ na nasze siły witalne i możliwości regeneracji organizmu. Stąd strach, smutek i czarne myśli związane z nowotworem dobiją chorych bardziej niż mogłoby sie wydawać. W wielu holistycznych klinikach, gdzie stosuje sie leczenie naturalne, bardzo duży nacisk kładzie sie właśnie na stan psychiczny pacjenta! Pacjent musi być pozytywnie nastawiony, musi wierzyć w wygraną, musi chcieć wygrać i wyzdrowieć- to jest podstawa wszystkiego! Bez "chcenia" nic nie osiągniemy. Ani w zdrowiu ani z życiu :) Trzeba zatem sprawić, aby chciało nam sie chcieć, trzeba znaleźć cel, dla którego robimy cos, co jest trudne i meczące. I trzeba z uporem brnąć do przodu pomimo tego, że jest ciężko, trzeba iść w zaparte nie poddając sie na chwile, mając cały czas w głowie swój wyznaczony cel. Postępując w ten sposób, pokonamy wszystko.

Jak powiedział pewien mądry człowiek "pozytywnym myśleniem i ciężką pracą, można zdziałać wszystko" - zatem działajmy! I zacznijmy od ustalenia sobie celu, dla którego robimy to, co robimy.

Czy kłótnie w związku są ważne i potrzebne? Czy może raczej zwiastują rozpad związku? I co zrobić, aby do tego nie dopuścić?
Czy kłótnie są konieczne ? Niektórzy uważają, że jeśli sie kocha to trzeba sie kłócić bo tylko wielka miłość wywołuje wielkie emocje i wielkie kłótnie. Niemniej jednak jest wiele udanych związków, które żyją bez kłótni. Jeśli jednak para sie kłóci to wcale nie oznacza, że ich związek jest stracony, ponieważ zawsze dwie osobne jednostki mają różne podjecie do różnych spraw i może dość do naturalnych spięć. Jest tylko jednak kluczowa rzecz - kłótnia powinna być jakby czynnikiem zmuszającym do zmian, do poprawy. Powinna wznosić związek wyżej, na wyższy lepszy poziom, gdzie przyczyny, dla których kłótnia została wywołana, zostaną rozwiązane i wyjaśnione.



Przykład
Jeśli para kłóci sie o to, że partner nie daje kobiecie znać przez cały dzień o tym, co sie z nim dzieje to powinni sobie to wytłumaczyć i jasno powiedzieć jakie mają potrzeby i jakie są ich zwyczaje - bo być może ten mężczyzna jest zaabsorbowany pracą i musi skupić sie na tym , co robi. kobieta z kolei musi mu wytłumaczyć, że tęskni za nim jak on tylko wyjdzie z domu i martwi sie cały dzień o niego odchodząc od zmysłów jak on nie daje znać. Rozwiązaniem jest "spotkanie sie" w połowie drogi, pójście na kompromis - czyli on zrobi sobie ze dwie przerwy podczas których napisze do partnerki a ona musi zrozumieć, że on ma bardzo odpowiedzialne podejście do pracy i nie umie sie oderwać. Być może jest to bardzo prosty i nieco naciągany przykład ale sens jest taki, aby umieć zmienić po części to w sobie, czego potrzebuje od nas partner oraz chcieć zrozumieć jego, dlaczego on robi cos, czego my nie rozumiemy.

Pokochaj drobne wady
Czasami niektórych nawyków partnera nie zmienimy a mogą nas one bardzo denerwować. Jedynym rozwiązanie jest wtedy.. pokochać te drobne wady. Trzeba powiedzieć sobie, że nie ma ludzi idealnych a na tle tego, co partner mi daje, to te drobne nawyki są niczym i szkoda przez nie tracić wspaniałą osobę i sie z nią ciągle o to kłócić. Co to są te drobne wady? Możemy nimi nazwać rzeczy typu niesprzątanie skarpetek przez faceta czy poranne marudzenie jakim charakteryzują sie niektóre kobiety. Nie chodzi tu raczej o to, że on będzie Cie zdradzał z koleżankami bo jest z natury kochliwy :) Chodzi o takie codzienne drobne wpadki. I jak nie możesz ich zmienić to spróbuj je pokochać, podejdź do nich z uśmiechem. Jeśli facet rozrzuca skarpetki to nazwij go "skarpetkowym ludkiem" i zacznij sie śmiać, że ma talent to rozrzucania skarpetek. Spróbuj wygasić niepotrzebne nerwy, choć wiadomo, że mogą sie one pojawić jak wysprzątasz mieszkanie a za chwile zobaczyć na ziemi brudne skarpety :) Ale uśmiechnij sie i posprzątaj je za niego. A wiesz czemu warto abyś tak zrobiła? Bo go kochasz. I czujesz, że jest on wspaniałym mężczyzną, który wskoczyłby za Ciebie w ogień. I nie szkoda tego zniszczyć tylko dlatego, że jest gamoniem od skarpetek. Brzmi logicznie? A uwierzcie mi - działa! :)

Zrozumcie siebie nawzajem
Kłótnie w związku często wynikają z tego, że nie rozumiemy naszych naturalnych zachowań. "Naturalnych" w sensie, jak funkcjonuje kobieta i jak funkcjonuje mężczyzna. Warto poznać instrukcje obsługi "jak działa mozg mężczyzny i kobiety". Okaże sie wówczas, że wiele rzeczy, które oni robią i my robimy, leży w naszej naturze. I nie można sie na to złościć bo to nic nie da. Trzeba to po prostu zrozumieć i umieć sie z tym obchodzić. Chcąc poznać taką instrukcje naszych zachować gorąco polecam wykład Maxa Gungora "Przez śmiech do szczęśliwego małżeństwa", gdzie prowadzący w bardzo zabawny i zrozumiały sposób tłumaczy ten temat. Wykład można kupić na DVD. Jest tam pięknie omówione na przykład jak zachęć mężczyznę do wstawania zmywarki. Otóż musimy wiedzieć, że krzyki i nakazy typu "weź wstaw zmywarkę! rusz sie! nic nie robisz tylko leżysz a naczynia same sie nie pomyją!" - nic nie dadzą! Mężczyzna bowiem słysząc takie krzyki blokuje sie całkowicie na przekazać. Trzeba go po prostu podejść i wykorzystać jego próżność do bycia wychwalanym. I tak - jak juz uda sie facetowi zrobić to pranie w zmywarce to ładnie go za to pochwal! To motywuje faceta. I jak usłyszy pochwałę to będzie chciał zrobić tego więcej by być dalej chwalonym! tacy juz są faceci... Jest sposób? Jest! I od razu pozbędziemy sie kłótni o to, że zmywarka jest niewstawiona.



Czy kłótnie są ważne?
Kłótnie w związku są nie tyle ważne co naturalne. Spięcia zawsze sie pojawią, jeśli żyjemy z druga osoba bo nikt nigdy nie będzie myślał tak jak my. Jednak jak podkreślaliśmy, kłótnia ma być jedynie bodźcem do zmiany związku na lepsze. Musimy zmienić to, o co sie kłócimy, bo inaczej podpadniemy w ciągłą kłótnie i zniszczymy związek. Nie ma zmiany - nie ma rozwoju. A wiec nie ma przyszłości. Musimy chcieć sie zmieniać dla naszego partnera - to jest również ważny czynnik. Musimy chcieć! Jak kochamy to chcemy. Bo jak juz nie chcemy zmian i nie czujemy miłości a tylko sie kłócimy.. to czy jest sens być razem? Dlatego starajmy sie cały czas i rozwiązujmy przyczyny naszych kłótni.

Te "zabiegi" dodające urody można potraktować - w kontekście powyższego porównanie charakteru i wyglądu do wody i mąki, z których robiony jest chleb - jak sól, bowiem faktycznie sama mąka i woda wystarczą, by zrobić ciasto ale dzięki soli nadajemy smak. A co z drożdżami, dzięki którym chleb rośnie? Umówmy sie, że drożdże będą jak .. miłość. Bo, podobnie jak drożdże, miłość rośnie, tworząc piękny i smaczny chlebek.